Przejdź do treści

Ustawa „lex szarlatan” uchwalona przez Sejm. Milionowe kary i pytania o wolność wyboru leczenia

Sejm uchwalił ustawę „lex szarlatan”. Nowe przepisy mają uderzyć w pseudomedycynę, ale krytycy ostrzegają przed ryzykiem ograniczenia medycyny naturalnej i wolności pacjenta.

Ustawa „lex szarlatan” symbolicznie pokazana przez Sejm, młotek sędziowski, leki i medycynę naturalną.
Autor: Redakcja INFONADZIS
Facebook X

Sejm uchwalił ustawę określaną jako „lex szarlatan”. Oficjalnie nowe przepisy mają służyć walce z niebezpiecznymi praktykami pseudomedycznymi, osobami podszywającymi się pod specjalistów oraz usługami zdrowotnymi, które mogą zagrażać życiu i zdrowiu pacjentów. Za przyjęciem nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta głosowało 232 posłów, przeciw było 34, a 162 wstrzymało się od głosu.

Sprawa od początku budzi jednak ogromne emocje. Z jednej strony trudno zaprzeczyć, że państwo powinno reagować tam, gdzie chorzy ludzie padają ofiarą oszustów żerujących na strachu, niewiedzy i desperacji. Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy pod hasłem walki z „pseudomedycyną” nie powstaje kolejne narzędzie do spychania na margines medycyny naturalnej, ziołolecznictwa i tych metod wspierania zdrowia, które od pokoleń funkcjonują w polskich domach.

Co zakłada ustawa „lex szarlatan”?

Projekt przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia we współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta zakłada wzmocnienie kompetencji RPP. Rzecznik ma otrzymać możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń, decyzji tymczasowych oraz nakazów natychmiastowego zaprzestania określonych działań jeszcze przed zakończeniem formalnego postępowania.

Nowe przepisy przewidują także wysokie kary finansowe. Maksymalna kara za naruszanie zbiorowych praw pacjentów ma wzrosnąć z 500 tys. zł do 1 mln zł, a kara za brak współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta z 50 tys. zł do 100 tys. zł.

Według rządu ustawa ma chronić pacjentów przed osobami bez kwalifikacji medycznych, które oferują rzekome terapie chorób metodami bez potwierdzenia naukowego albo zniechęcają chorych do diagnostyki i leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.

Głosowanie w Sejmie. PiS bez poparcia dla ustawy

Wynik głosowania pokazuje, że ustawa przeszła głównie głosami większości rządowej. Poparli ją m.in. posłowie Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL, Polski 2050, Centrum oraz koła Razem. Przeciw byli posłowie Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. W klubie Prawa i Sprawiedliwości większość posłów wstrzymała się od głosu — 160 parlamentarzystów PiS nie poparło ustawy, 7 było przeciw.

To ważny sygnał polityczny. Nawet środowisko, z którego wywodzi się prezydent Karol Nawrocki, nie wykazało entuzjazmu wobec nowych regulacji. Ustawa po uchwaleniu przez Sejm trafia teraz do Senatu, a dopiero po dalszym etapie prac parlamentarnych może trafić na biurko prezydenta.

Problemem jest nie tylko cel, ale definicje

Największe wątpliwości budzi samo pojęcie „praktyk pseudomedycznych”. Brzmi ono groźnie i medialnie, ale w praktyce może okazać się bardzo pojemne. Jeśli definicje będą zbyt szerokie, państwo otrzyma narzędzie, które w jednych rękach może służyć ochronie pacjentów, a w innych — ograniczaniu niewygodnych terapii, praktyków i opinii.

Szczególnie niepokojące jest odwoływanie się do „aktualnej wiedzy medycznej”. Oczywiście leczenie powinno być bezpieczne, odpowiedzialne i oparte na dowodach. Problem zaczyna się wtedy, gdy „aktualna wiedza” staje się hasłem zamykającym debatę, a nie punktem wyjścia do uczciwej rozmowy o zdrowiu człowieka.

Historia ostatnich lat pokazała, że w sprawach medycznych państwo, media i wielkie koncerny potrafią mówić jednym głosem, nawet wtedy, gdy zwykli obywatele mają uzasadnione pytania. Polacy mają prawo oczekiwać ochrony przed oszustami, ale mają też prawo do wolności wyboru, dostępu do różnorodnej wiedzy i decydowania o własnym zdrowiu.

Medycyna naturalna pod presją?

Zwolennicy ustawy przekonują, że nowe przepisy mają oddzielić bezpieczne ziołolecznictwo i legalną fitoterapię od niebezpiecznego znachorstwa. Taką intencję wskazywały m.in. relacje po głosowaniu sejmowym.

To założenie brzmi rozsądnie, ale praktyka będzie zależała od interpretacji przepisów. Jeżeli urzędnicy zaczną traktować medycynę naturalną z góry jako podejrzaną, skutkiem może być dalsze ograniczanie działalności osób, które nie udają lekarzy, lecz wspierają zdrowie metodami tradycyjnymi, profilaktyką, dietą, ziołami czy terapiami uzupełniającymi.

Polska tradycja domowego leczenia, zielarstwa i naturalnego wspierania odporności nie powinna być wrzucana do jednego worka z niebezpiecznym oszustwem. Państwo ma obowiązek ścigać tych, którzy narażają życie ludzi. Nie ma jednak prawa tworzyć atmosfery strachu wokół każdego, kto nie wpisuje się w interesy wielkiego systemu farmaceutycznego.

Pacjent potrzebuje ochrony, ale nie ubezwłasnowolnienia

W zdroworozsądkowym podejściu nie chodzi o to, by pozwalać każdemu robić wszystko bez żadnej kontroli. Jeśli ktoś podszywa się pod lekarza, obiecuje cudowne wyleczenie raka, nakłania do porzucenia niezbędnej terapii albo sprzedaje ludziom fałszywą nadzieję za ogromne pieniądze, państwo powinno reagować stanowczo.

Ale równie niebezpieczny jest model, w którym obywatel zostaje sprowadzony do roli biernego wykonawcy zaleceń systemu. Pacjent nie jest własnością państwa, urzędu ani koncernu. Jest wolnym człowiekiem, który powinien mieć prawo do informacji, konsultacji, wyboru lekarza, wyboru terapii i odpowiedzialnego korzystania zarówno z medycyny konwencjonalnej, jak i naturalnej.

Najlepszym rozwiązaniem nie jest wojna między medycyną akademicką a naturalną. Najlepszym rozwiązaniem jest ich rozsądne uzupełnianie się — z zachowaniem bezpieczeństwa, uczciwości i wolności pacjenta.

Co dalej z „lex szarlatan”?

Na ten moment ustawa została uchwalona przez Sejm i ma trafić do Senatu. Dopiero po zakończeniu dalszych prac parlamentarnych dokument może trafić do prezydenta Karola Nawrockiego. Jeżeli tak się stanie, głowa państwa będzie musiała zdecydować, czy podpisać ustawę, skierować ją do Trybunału Konstytucyjnego, czy skorzystać z prawa weta.

W tej sprawie potrzebna jest szczególna ostrożność. Walka z prawdziwym oszustwem medycznym jest potrzebna. Ale walka z oszustwem nie może stać się pretekstem do budowania kolejnego urzędniczego bata na obywateli, lekarzy, terapeutów i wszystkich tych, którzy szukają alternatywnych lub uzupełniających dróg dbania o zdrowie.

Polska potrzebuje silnej ochrony pacjenta, ale także obrony wolności, zdrowego rozsądku i prawa obywatela do świadomego wyboru. Właśnie w tym duchu należy patrzeć na dalsze losy ustawy „lex szarlatan”.

Komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy.

Komentarze tylko dla zalogowanych
Zaloguj się, żeby dodać komentarz.
Przejdź do logowania